Rok 2012 wyjątkowo obrodził w śluby i wesela. Może nie jakoś tak ogólnie, żeby zaraz mówili o tym w Faktach o 19.00, ale wystarczająco, żebym zdecydowała się w inwestycję, jaką jest sukienka na te wesela (zainwestowałam też w sukienkę na chrzest, gdzie mam być chrzestną). Sama sukienka jest w kolorze zupełnie nie spotykanym w mojej szafie, czyli zielonym. Do tego jest dość hmm.. wydekoltowana, dlatego muszę pomyśleć o czymś na górę. W maju mogę w sumie zdać się na jakiś szal (chociaż mama panny młodej podpowiada mi skórę :D), ale przecież w kwietniu różnie być może.. Pamiętam 9 kwietnia, kiedy synu miał rotawirusa i leżał w szpitalu, a w całym mieście była mega-giga- śnieżyca, która pozbawiła nas prądu i sparaliżowała miasto. No w każdym razie trafiłam na taki płaszczyk. Tu założyłam go do sukienki, ale zapewniam Was, że mam zamiar przechodzić w nim całą wiosnę.
Dziś chwalę się płaszczykiem, sukienkę pokażę następnym razem. Potrzymam w niepewności - ale nie Was, a moje ukochane panny młode :D
ps. nieśmiało przypominam www.booksonmymind.blogspot.com
płaszcz - dorothy perkins
sukienka - amaranto
buty - parfois
biżu - iam